„Bezprawnie przejęli naszych pracowników”

Rozmowa z Wiesławem Grudniem, wieloletnim prezesem INTESTER Sp. z o.o., który przybliża kulisy przejęcia pracowników przez Grupę Azoty KiZChS „Siarkopol” S.A. w Grzybowie i opisuje działania, podejmowane przez tę spółkę wobec INTESTER-u 

Kiedy i jak zaczęły się problemy z zakładami „Siarkopol”?

W listopadzie 2013 r., gdy KiZChS „Siarkopol” zostały kupione przez Grupę Azoty. W 2015 r. zorganizowano przetarg na usługi, świadczone dotychczas przez INTESTER. Okoliczności mogły wskazywać, że jednym z jego celów było wyeliminowanie nas z prac na rzecz „Siarkopolu” i zatrudnienie podmiotów powiązanych. To byłby przykład skrajnie złych praktyk rynkowych. Jednak w wyniku moich działań i interwencji Ministra Skarbu Państwa uzyskaliśmy kontrakt.

Jak wyglądało przejęcie pracowników?

W przetargu przeprowadzonym w 2015 r. uczestniczyła dyrektor ds. projektów i umów, która obecnie jest wiceprezesem Grupy Azoty „Siarkopol”. Mam wrażenie, że nie wszyscy chcieli zaakceptować fakt, że mała spółka wygrała z Grupą Azoty. W 2018 r. dokończono dzieła. Tym razem cała procedura przetargowa odbyła się ekspresowo, co spowodowało zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu, bo były to zaledwie trzy dni od złożenia oferty do planowanego wejścia wyłonionego oferenta na zakład. Takie działanie, w mojej opinii, mogło mieć na celu także uniemożliwienie innej firmie uzyskania kontraktu. Przetarg wygrał podmiot powiązany z GA „Siarkopol” – Grupa Azoty Automatyka Tarnów, mimo że nie spełniał wymogów, np. nie miał odpowiednio przeszkolonych pracowników w zakresie obsługi instalacji, a ponadto nie posiadali oni wymaganych uprawnień górniczych. Jedyną firmą, spełniającą wymogi przetargu, byliśmy my, INTESTER Sp. z o.o. Tymi działaniami osoby za nie odpowiedzialne, zarówno ze strony GA „Siarkopol”, jak i Grupy Azoty Automatyki Tarnów, mogły narazić Skarb Państwa na straty, a ludzi na utratę zdrowia, bo na terenie „Siarkopolu” znajdują się niebezpieczne chemikalia i skomplikowane urządzenia produkcyjne. By temu zapobiec, nie zaprzestaliśmy świadczenia usług „Siarkopolowi”, w trosce o bezpieczeństwo zakładu i ludzi. Kontynuowaliśmy więc pracę 1 lutego. 3 lutego, wskutek braku porozumienia, poinformowaliśmy kierownictwo GA „Siarkopol”, że przerywamy pracę, ale gwarantujemy bezpieczne zatrzymanie zakładu. Niestety, nikt z dozoru nie pojawił się na miejscu! Nikt też się z nami nie skontaktował, a mimo to nie opuściliśmy stanowisk pracy w tym szczególnie niebezpiecznym zakładzie. Z kolei 5 lutego otrzymaliśmy pismo z informacją, że Grupa Azoty KiZChS „Siarkopol” S.A. w Grzybowie niniejszym przejmuje naszych 33 pracowników na drodze rzekomego „przejścia części zakładu INTESTER Sp. z o.o. na rzecz spółki” i prosi o akta osobowe. To było kuriozum, którego się nie spodziewaliśmy.

Jaka była wasza reakcja?

Wstrząs – to chyba za mało powiedziane. W białych rękawiczkach przejęto naszych pracowników, żeby bezkosztowo uzyskać wykwalifikowany personel! Działania te zostały podjęte wskutek wadliwie zorganizowanego i przeprowadzonego przetargu, po stworzeniu sytuacji zagrożenia dla funkcjonowania zakładu i jego bezpieczeństwa. Z początku chcieliśmy sprawę rozwiązać polubownie. Bez efektu. Na dokładkę zaczęły pojawiać się nieprawdziwe informacje na temat naszej spółki i jej kondycji. To był jasny znak, że kwestie te mogą zostać rozwiązane tylko na drodze prawnej. Państwowa Inspekcja Pracy, przeprowadzając kontrolę w tym zakresie w obydwu zakładach, potwierdziła, że nasze działania były prawidłowe i że to my jesteśmy w tej całej sytuacji pokrzywdzeni.

Jaki związek ma ta sprawa z obecną sytuacją w „Siarkopolu” w Grzybowie?

Chcę podkreślić, że to sami pracownicy GA „Siarkopol” zaalarmowali nas o złej sytuacji i przejęciu naszych ludzi; nie tylko zresztą nas, bo również rady nadzorcze Grupy Azoty i „Siarkopolu”, a także wyższe instytucje państwowe, w tym ministra Zbigniewa Ziobrę. My również wysłaliśmy pisma do zarządu i rady nadzorczej Grupy Azoty S.A., niestety z jedną odpowiedzią: że zbadają sprawę.

Co zatem będzie dalej?

Grupa Azoty „Siarkopol” naraziła nas swoimi działaniami na uszczerbek nie tylko finansowy i personalny, ale także wizerunkowy. Nasi klienci wydzwaniali do nas, pytali zdenerwowani, o co chodzi. Musieliśmy tłumaczyć się za cudze działania. Sprawy są w sądzie nie tylko z naszego powództwa – ponoć również zarząd „Siarkopolu” doniósł na… swoich pracowników, że źle zorganizowali przetarg, czym mogli narazić spółkę na znaczne straty. Mam nadzieję, że prowadzone postępowania wykażą, jak było naprawdę. Weszliśmy na drogę sądową domagając się odszkodowania i przeprosin oraz wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do osób odpowiedzialnych za tę sytuację. Naszym zdaniem działania podjęte przez GA „Siarkopol” w stosunku do INTESTER Sp. z o.o. nie mogą być akceptowane i powinny być wyraźnie potępione, a osoby za nie odpowiedzialne – ponieść konsekwencje.